Przed wyjazdem straszono mnie spotkaniem z syberyjskim misiem ludojadem. Ale nie tylko. Tymczasem - nocowaliśmy w namiotach, rozbijaliśmy się na dziko (ale legalnie) nad Leną, Angarą, Wołgą i mniejszymi rzekami w pobliżu transsyberyjskiej kolei. Czułam się bezpiecznie jak nigdzie. Komary i meszki też okazały się nie takie krwiożercze, jak ostrzegano, a bardziej niż czapki i rękawiczki przydały się kostiumy kąpielowe..


