Objawiła mi się znienacka: najpierw czubki wież późnogotyckiej katedry sterczące ponad złocistymi pagórkami ściernisk (był schyłek lata), podczas gdy reszta miasta kryła się gdzieś niżej. Po chwili wyłonił się alkazar - zamek jak z bajki, kryty łupkiem, z dziesiątkami wieżyczek o szpicach cieniutkich niczym zatemperowane ołówki. Według legendy założył ją prawnuk Noego, zaś akwedukt jest dziełem samego diabła


