Przyjechałam do Bristolu, niewiele o nim wiedząc. Słyszałam o graffiti Banksy'ego, wiedziałam o porcie, teatrach, zdrowym jedzeniu. Zetknęłam się z miastem pełnym energii, nieustannie mnie zaskakującym, wciągającym w wieczorne życie i niewymuszone atrakcje. Ciągle było mi mało, a czasu i tak nie starczyło na wszystko. W grubych podeszwach moich butów zrobiły się dziury od chodzenia. Muszę kupić nową parę i wrócić do Bristolu jeszcze raz


