Ślizgając się po wodach wokół Panamy na pokładzie sportowej łodzi czułam się jak James Bond. Na pokładzie byłam tylko ja i wąsaty sternik. Pędziliśmy w stronę samotnej wyspy, gdzie miałam spędzić kilka leniwych dni, chodząc po lesie, opalając się nad wielkim basenem, sącząc koktajle z rumem i wsłuchując się w szum tropikalnych fal.


